Idę lasem. Dookoła ciemna noc. Gwiazdy świecą, jak zawsze najjaśniej świeci Altair. Moja ulubiona. Przypomina mi to jak z Legendą nazywaliśmy wszystkie zauważone na niebie światła. Straciłem wszystko. Wszystko czyli ją. To przez tą głupią Katrinę! To ona zniszczyła mój związek! Wiedziałem że od zawsze jej się podobałem, aż w końcu oszołomiła mnie tymi swoimi ziółkami i... Wolę o tym nie myśleć bo znowu wpadnę w furię i spalę wszystko dookoła.
-Co to było?- Mruknąłem kiedy coś poruszyło się w krzakach. Podszedłem bliżej i ŁUP! Coś chrupnęło mi w przednich łapach.
Są całe zakrwawione i jakoś tak dziwnie pokrzywione. Skoczył na mnie jakiś wilk.
-Fajnie tak wchodzić na nie swoje terytorium?!- ryknął.
-Złaź bo pożałujesz!-warknęłem, a on ugryzł mnie w szyję.
-Aaaaa!- jęknąłem, oczy rozbłysły mi ogniem. I wtedy ją ujrzałem.
-Nie, nie, nie, nie. To niemożliwe.-Szepnąłem.
-Co tam gadasz?-Prychnął wrogi wilk. To nie możliwe. Tyle na to czekałem i... Jest! Nie mogę znowu zawalić.
-Zostaw go Jax! On i tak już ledwo zipie. Jak masz na imię intruzie? - Zapytała spokojnie. Jej głos... Wcale się nie zmieniła.
-Ja... Nazywam się Shuriken. - szepnąłem. Ostatnie co zobaczyłem to obojętność w jej oczach... Zemdlałem.
(dokończ Legendo )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz