środa, 9 kwietnia 2014

Od Legendy cd.o Elvera

Miałam zamknięte oczy ale mimo wszystko nie mogłam zasnąć, ale kiedy w końcu oddałam się objęciom Morfeusza, nawiedzały mnie koszmary. Jak tylko promienie słoneczne padły na moje powieki wstałam zmęczona. Przez chwile nie pamiętałam co się stało... aż nagle uderzyła we mnie ściana wspomnień poprzedniego dnia. Jax... ranny... nie można go było odnaleźć... Strach o niego ścisnął mi serce. Muszę jak najszybciej znowu zacząć go szukać.
Podeszłam do śpiącego basiora.
-Elver-trąciłam go łapą. Od coś tam mruknął i przekręcił się na drugi bok. Chciałam szybko ruszyć do lasu, więc każda chwila zwłoki strasznie mnie irytowała.-Elver!Wstawaj!
-Leno...hm.. jest wcześnie... Jax się znajdzie.. hm..-mówił z ciągle zamkniętymi powiekami.
-Myślałam, że wiesz jak ja się teraz czuje! Wstawaj! Albo jak chcesz!Nie dam rady dłużej tutaj siedzieć-powiedziałam i wyszłam z jaskini w stronę lasu. Po chwili Elver do mnie dobiegł. Nadal miał lekko zaspane oczy ale było widać, że jest czujny.
-Leno, wiem jak się czujesz. Po prostu chyba zbyt się niepokoisz.-powiedział spokojnym tonem. Westchnęłam.
-Kiedy szliśmy przez las w poszukiwaniu nowego miejsca na watahę, straciłam go z oczu na 15 minut i widziałeś jak to się skończyło-skwitowałam.
-Ok może masz racje, ale nie może być on aż tak nieporadny.-powiedział tak jakby chciał go bronić.
-Może nie jest, ale wole nie ryzykować-uśmiechałem się blado.-A najgorsze jest to, że nie mogę go wyczuć! Woli latać, a jak już chodzi po ziemi ma taki lekki krok, że i tak mam z tym problemy.Jego chód mógłby być równie dobrze porównany do ciężaru spadającego liścia.-Elver spojrzał a mnie z troską. Zapadła chwila ciszy, po czym zapytał:
-Możesz wyczuwać kogoś za pomocą ziemi?
-Tak, jak chce, ale po dłuższym korzystaniu z tego robi się to męczące. A ty ? Jakie masz umiejętności?-zapytałam z uprzejmości. Rozmowa dalej toczyła się o tym co potrafimy, jak to nas ogranicza, i co chcielibyśmy umieć robić, przynajmniej odwracała uwagę od tego jak bardzo martwiłam się o Jaxa chociaż cały czas wypatrywałam go. 
Nagle koło nas przebiegł jakiś cień. nie wyglądał normalnie. Porozumiewając się bez pomocy słów zgodnie ruszyliśmy za stworzeniem. Biegliśmy tak,aż nagle się zatrzymaliśmy oszołomieni. Zwierzątko tańczyło w cieniu drzew, które miały niesamowity kolor. Aura w tym miejscu był mocno wyczuwalna. Miejsce było przepiękne i zapierało dech w piersiach.
-Gdzie jesteśmy?-zapytał Elver.
-Ja...nie wiem...-powiedziałam ciągle patrząc się w miejsce przed chwilą zniknęło zwierzątko.
-Legendo. Co teraz? Zawracamy?
-A jeśli tam jest mój brat?.-po chwili namysłu powiedziałam szeptem-idziemy... ale jeśli to jest TO o czym myślę, lepiej niczego nie dotykaj...
Nie wiem czemu, ale chyba miejsce sprawiało, że staraliśmy się być cicho i mówiliśmy do siebie tylko szeptem. Widzieliśmy niespotykane kwiaty o delikatnych płatkach w różne wzroki. Gdzie nie gdzie, wychylał się jakiś ciekawski łepek, by zaraz się schować. Zaciekawiona nachyliłam się i wciągnęłam woń kwiatu, które miał jaśminowe płatki i wyglądał jakby wzorki były naszywane złotą nicią. Przez chwile zakręciło mi się w głowie. I wtedy go zobaczyłam.
JAX! Stał sobie kilka metrów od nas i nie poruszał się.
-JAX!-krzyknęłam i puściłam się biegiem.
-Gdzie?-Elver przyjrzał się w stronę,którą biegłam.-LENA! Tam nikogo nie ma!
Biegłam dalej. Jak to niema? Przecież Jax tam stoi. Kiedy się do niego zbliżyłam powoli zwalniałam. Będąc już zupełnie blisko zobaczyłam tylko krzaczek. 
-Zniknął?-jęknęłam i odwróciłam się w stronę Elvera.-C-co się stało?- Basior ku mojemu zdziwieniu znajdował się dość daleko ode mnie. Zarwał kwiat i przyjrzał się mu.Ja wstrzymałam oddech.
-Chyba ten kwiat wywołuje halucynacje.-stwierdził.
Nagle poczułam pod ziemią coś sunącego w stronę Elvera. Puściłam się pędem w drogę powrotną, ale ta moc była szybsza. Próbowałam ją jeszcze zablokować mocą ziemi, ale spowolniłam ją nieznacznie.
-ELVER!UWAŻAJ!-wrzasnęłam. Spojrzał na mnie z podniesioną brwią i niespodziewanie koło niego z ziemi wystrzeliły cierniste pnącza. Oplotły go i zaczęły wciągać pod glebę. Szarpał się i zaczął je podpalać ale dużo to nie dało. W szybkim tępię zniknął pod ziemią, a ja nie mogłam nic zrobić. 
Ogarnęła mnie ochota by zniszczyć wszystko! Najpierw znika Jax, teraz Elver zapadł się pod ziemie. Do moich oczu cisnęły się łzy.
-Nie będą płakać-pomyślałam-nie pęknę. Nie oddam się chwili słabości. Odnajdę...ich wszystkich całych i zdrowych-myślałam, dodając tak sobie otuchy. 
Chodziłam po lesie, gdyby przed chwilą nie pochłonął mojego towarzysza , nadal wydawał by się mi piękny i czysty, teraz widziałam w nim również szczyptę upiorności. Po kilu godzinach błądzenia, położyłam się wyczerpana na ziemię, chciałam odpocząć, ale byłam tak zmęczona...zasnęłam.
Obudziły mnie głosy brzmiące jak delikatne dzwoneczki. Otworzyłam szeroko oczy. Znajdowałam się teraz na jakieś polance, wszędzie latały motyle. Nie, nie motyle! Jak tylko im się baczniej przyjrzałam zauważyłam,że są to maleńkie wróżki. Lecz bardziej zadziwiająca była postać znajdująca się na środku polany. Wilczyca. Jej nogi był oplątane korzeniami w sposób uniemożliwiający chodzenie. Cała porośnięta trawą i kwiatami sprawiała niesamowite wrażenie. Otworzyła oczy jarzące się zielonym blaskiem, a kiedy przemówiła wszystko zamilkło.
-Witaj Legendo! Wyczuwam w tobie lubowanie do przyrody. Tak. Córka Ziemi, ale nie tylko.-przemówiła a jej głos odbił się echem.
-Kim jesteś?-zapytałam chociaż odpowiedź sama mi się nasuwała.
-Dobrze wiesz kim jestem. Jam jest Rossalia! Pani Natury! 
-To przecież tylko historia...legenda... fikcja.
-Każda legenda ma ziarno prawdy. Jak widzisz, nasienie może być spore.
Byłam zafascynowana. Historie o Rezerwacie Rossali ,które czytałam. Były prawdziwe! Coś niesamowitego! Obejrzałam się by komuś powiedzieć o magicznej wilczycy lecz nikogo nie było koło mnie. 
-Co się stało z Elverem ? Gdzie on teraz jest.?-spytałam.
Rysy wilczycy się nie zmieniły, ale oczy wydawały się groźniejsze.
-Naruszył las. Ingerował w niego. Zasługuje na kare.
-Zrobił to nieświadomie. Bądź wyrozumiała- warknęłam.
-Dość już się napatrzyłam na szkody wyrządzone ziemi i stworzeniom. Tutaj rządzę ja, a ja karze za takie czyny-powiedziała a w nutą szaleństwa. 
-Co...-przełknęłam ślinę-Co zamierzasz zrobić?
-Niech poczuje ból jaki doznają rośliny! Zamienię go w drzewo i spale lub w kwiat i go wyrwę z korzeniami. Zastanowię się jak będzie bardziej cierpiał.

(CDN. Elver? Proszę nie dokańczaj dalszej rozmowy z Rossalią. Co się z tobą działo kiedy porwały cię pnącza ? )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz