środa, 23 kwietnia 2014

Od Legendy cd.o Elvera

-Zastanowię się jak będzie bardziej cierpiał!-Powiedziała Rossalia uśmiechając się paskudnie. Nogi się lekko pode mną ugięły. Rozglądałam się poszukując... sama nie wiem czego! Jakieś wskazówki ? Nagle usłyszałam czyiś jęk i skierowałam spojrzenie w tą stronę. Wilczyca zaśmiała się szyderczo.
-Może ci go pokarze.-powiedziała i delikatnie kiwnęła głową.
Drzewa i krzaki z tamtego miejsca odsunęły się pokazując klatkę zrobioną z ostrych pnączy. Na środku nich leżał półprzytomny Elver. Wiercił się i jęczał.
-Przestań! On cierpi!-powiedziałam do wilczycy.
-Oh to już sprawka trucizny. Ma koszmary, widzenia i za 4 dni jeśli się jej nie usunie umrze. O ile ja nie uśmiercę go wcześniej.
Legendo myśl! Nie możesz pozwolić mu tak cierpieć, jesteś alfą!
-Czy mogę coś zrobić żebyś go wypuściła?
W jej zielonych, świecących oczach zauważyłam zainteresowanie i ciekawość.
-Jak daleko jesteś w stanie się posunąć by go uratować?
-Najdalej jak się da-powiedziałam i uniosłam wyzywająco brodę.
-To znakomicie! Widzisz mimo ,że jestem połączone z ziemią i rozmawiam ze zwierzętami czuję samotność! Czy masz na tyle odwagi by zostać na wieki związana z ziemią?-zaskoczyła mnie ta propozycja. Chyba oczekiwałam jakiegoś pojedynku albo jakiegoś wyzwania, ale mimo wszystko kiwnęłam głową. Rossalia gdyby jej nogi nie byłyby związane korzeniami zapewne by podskoczyła.
-Podejdź bliżej.-powiedziała radośnie.


                                                             ***

Spędziłam 3 dni u Rossali zanim miałam połączyć się na wieki z ziemią musiała nauczyć mnie pewnych rzeczy. Powiedziała, że uzdrowi i wypuści Elvera dopiero jak dołączę do niej. Poświęcałam więc jak najwięcej czasu, by Elver bardziej nie cierpiał. Pomiędzy nauką potajemnie podawałam mu malutkie eliksiry, które miały złagodzić ból i koszmary.
Rossalia uświadomiła mi ,że mam w sobie tyle mocy o której nigdy bym się nie podejrzewała. Wilczyca rozwinęła ją we mnie i uczyła mnie jak z niej korzystać. Była podważeniem moich umiejętność zupełnie jak ja sama. Po trzech dniach nauczyła mnie wszystkiego czego ona umiała i o północy miałam się połączyć na zawsze z ziemią
W sumie Rossalia nie była taka. Sądzę ,że lekko zdziczała  samotności. Mimowolnie się z nią trochę zżyłam. Było mi jej trochę szkoda, ale nie mogłam tu zostać. Miałam plan i musiał on wypalić, bo inaczej nie będzie już nadziei dla mnie i Elvera.
Nadeszła ceremonia, byłam odziana w piękną delikatną tkaninę, która błyszczała miejscami. Małe wróżki mnie wyczyściły i uczesały. Podchodziłam do korzeni ,które miały mnie na zawsze uwięzić. Wilczyca zachęcająco kiwała głową.
I wtedy przeszłam do planu.Podniosłam wysoko przednie łapy. Grube korzenie, które splatały łapy Rossali uniosły ją ciężko w górę, a wiedząc, że rośliny w większości składały się z wody, zamroziłam je od wewnątrz na określony czas, przez co praktycznie uniemożliwiłam jej starowanie ziemią. Uwolniłam Elvera i zarzuciłam go sobie na plecy. Dopiero wtedy zdumiona wilczyca, otrząsnęła się z szoku.
-Ale... dlaczego?! DLACZEGO MI TO ROBISZ?!-krzyknęła ale głos jej się łamał.
-Wybacz mi proszę, ale nie mogę tu zostać. Obiecuję, że będę strzegła ziemie poza twoim rezerwatem i będziesz dla nas wielkim przykładem, ale nie mogę tu zostać. Wybacz mi!
-Nie czuje łączności z ziemią!-mówiła nadal z podniesionym głosem, ale coraz bardziej smutno.
-To tylko chwilowe za kilka minut znowu będzie normalnie. Żegnaj.-powiedziałam i zrobiłam kilka kroków po czym usłyszałam.
-Oh... ale ja znowu będę taka samotna...-powiedziała cicho, a ja kiedy się odwróciłam zobaczyłam,że z jej oczu spływają łzy koloru żywicy.
-Jeszcze raz przepraszam, że nie mogę tu zostać mam inne obowiązki. Ale...-zawahałam się przez chwile.-ja i jedno z moich dzieci,jak tylko będę je miała, będziemy odwiedzać cię co miesiąc.-powiedziałam po czym ruszyłam biegiem przez las bo za chwile lód mógł się odmrozić, a nie byłam do końca pewna jak zareaguje Rossalia kiedy znowu będzie mogła władać ziemią.Wydawało mi się że usłyszałam ciche "dziękuje".
Biegłam by jak najszybciej oddalić się od Rossali, nawet kiedy minęłam tereny Rezerwatu biegłam nieustannie dalej. Po dłuższym biegu moim oczom ukazała się znajoma polana. Nagle padłam na niej całkowicie wyczerpana z sił. Usłyszałam jęk Elvera. Odwróciłam się i nagle zamarłam. Nad Elverem stało to dziwne zwierzątko, tylko teraz trzymało w pyszczku eliksir.Resztkami sił wstałam, wzięłam od stworzenia fiolkę i jej zawartość wlałam do pyska wilka. Nie wiedziałam czy jest to lek czy trucizna, ale mogłam tylko się modlić by mu to pomogło. Kiedy ostatnie krople zniknęły, fiolka mi wypadła, a ja sama usunęłam się na ziemię i zasnęłam.


(Elver? Wiem,że beznadziejne )





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz