piątek, 21 marca 2014

Od Legendy "Ruszamy w nieznane "

Stanęłam na widocznej linii dzielącą nasze terytorium od nieznanych ziem. Magowie wiele się wysilili by linia oznaczająca granice, mieniła się niebieską poświatą i była wieczna. Runo leśne za granicą zmieniało barwę na ciemną, wręcz mroczną. Była to kolejna sztuczka magów. Miała zniechęcić wilki do opuszczenia terytorium. Przekroczyłam łapą linie i poczułam ciepło, następnie położyłam drugą i pociągnęłam całe ciało. Teraz znajdowałam się na obcej ziemi. Była to dla mnie wielka chwila.
-JUUUUUHUUUUUU!-usłyszałam nagle
Odwróciłam się i zobaczyłam jak Jax biegnie i jednym płynnym skokiem przekracza granice.
-HAHAHA! Już się czuje inaczej! To kiedy zaczyna się prawdziwa przygoda ?!-zapytał pełen energii.
-Najpierw musimy przejść przez ten las... żywi-położyłam nacisk na ostatnie słowo i skarciłam wrokim brata
-Wyluzuj! Wszystko będzie dobrze!-powiedział, machnął łapą i ruszył przodem.

                                                          ***********
Przeszliśmy już długą drogę. Mnie Jax powoli zaczął irytować!  Znikał nie wiadomo kiedy, a jak już zaczynałam się niepokoić on pojawiał się jak gdyby nigdy nic.
-Możesz się nie oddalać ? Nie znamy tego otoczenia, a wilki, które powróciły z za granicy żywe , nie wychwalały spokojności tego miejsca.-powiedziałam. Jax przewrócił oczami
-Tak tu niebezpiecznie, jak w jaskini matki.
-Ok. Jak chcesz. Tylko jak coś będzie cię atakowało nie licz na moją pomoc.
-Nie będzie mi potrzebna.-powiedział uśmiechnął się zawadiacko i pobiegł w las.
Szłam dalej w cichy. Jakoś po 15 minutach,zaczęłam się rozglądać za Jaxem. Zbyt długo się nie pokazywał i było zbyt cicho.
-Jax!-zawołałam. Cisza.
-JAX!
-YHMLEPOSZ!-usłyszałam warknięcia
Ruszyłam biegiem. Starałam się wyczuć Jaxa przez ziemie, ale jedyne co namierzyłam to jakąś wirującą roślinę. Przyśpieszyłam kroku. Przeskoczyłam przez krzaki i zobaczyłam jak Jax jest połową ciała w paszczy jakieś rośliny. Rzuciłam się w stronę łodyżki rośliny.
-Trzymaj się!-krzyknęłam i zaczęłam gryźć.
Kiedy się złamała. uchyliłam jeden płatek kwiata, który był zakończony kolcami. Zobaczyłam na nich krew.
-Och nie !- talia wilka była w nakłuciach i płynęła z nich czerwona ciecz.
Przyłożyłam mech do ran i owinęłam talie bandażem, po czym zarzuciłam ciało Jaxa na grzbiet. Jęknął cicho. Byłam pewna że krew zwabi tu drapieżników.
Biegłam nieprzerwanie,nawet kiedy poczułam zmęczenie biegłam dalej. Jax robił się coraz cięższy i cichszy. W końcu stanełam.
-Jax, chyba znalazłam nasz nowy dom.
-Yhm...-westchnął.
Dobiegłam jeszcze kawałek  do góry, a kiedy byłam pewna, że jest bezpiecznie. Wyjęłam maści leczniczę i zajęłam się leczeniem Jaxa. Po raz któryś.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz