poniedziałek, 24 marca 2014
Od Elvera
Gnałem za wychudzonym królikiem. Od kilku dni nie miałem nic w pysku. Nie mogłem już tak dłużej wytrzymać. Albo coś zjem, albo umrę. Wolałbym to pierwsze ale trzeba być przygotowanym na wszystkie możliwości. Po mojej śmierci nikt by nie płakał. Może Dig gdyby się dowiedział. Właśnie! To dla niego muszę przeżyć. Musze coś złapać, zjeść, odzyskać siły i ruszyć w dalsze poszukiwania. Nie widziałem już go z 5 lat. Nie wiem nawet gdzie teraz może być. Nie pamiętam nic, żadnych charakterystycznych cech brata. Dig wyglądem się nie wyróżniał. Miał szare, szorstkie futro kompletnie inne niż ja. Nikomu nawet nie przyszło na myśl że możemy być rodziną. Inną rzeczą która odróżniała nas od siebie był charakter. On zawsze był miły, troskliwy, ja wredny i ponury. No cóż... taki się urodziłem i taki jestem.
-No... Dobranoc mały... - powiedziałem cicho do królika próbującego wyswobodzić się z uścisku moich łap. Podniosłem prawą i szybkim ruchem zabiłem zwierzaka. Zjadłem z uśmiechem na pysku. Nie był to wspaniały posiłek ale zawsze coś.
Wstałem i znów podjąłem nieprzerwany bieg w poszukiwaniu kolejnego zwierzaka. Skakałem nad różnymi krzakami, paprociami i kamieniami. Niektóre emanowały tak silną energią, aż zapragnąłem zatrzymać się i wyssać z nich całą siłę. Jednak nie potrzebowałem tego tak bardzo. Nie używam mocy więc moje naturalne zasoby mi wystarczą. Przy jednym z skoków z większego głazu zauważyłem polanę a na niej sarnę. Biegłem jeszcze szybciej. Nawet nie zauważyłem gdy przekroczyłem dziwną, niebieską linię na ziemi. Potem usłyszałem krzyk. Zatrzymałem się tak gwałtownie, jak wystartowałem po zobaczeniu królika. Nadstawiłem uszu i spokojnym krokiem, olewając potrzebną mi do życia sarnę, ruszyłem za głosem.
(Mogę prosić o dokończenie? )
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz